Plaza morze

„To morza czas, szalejących fal…”

(…) A wydawało się, że tylko szczyty gór potrafią w niej wywołać ten nienazwany stan, którym karmiła zmysły ilekroć zmęczona wędrówką docierała w końcu do wytyczonego celu. I że tylko tam cisza miała smak lekkiego cytrynowego kremu. Wydawało się, że żadne inne miejsce pod niebem bardziej już nie zaskoczy, nie zaczaruje, nie otuli spokojem jak delikatny tiulowy szal. Tam chciała mieć swój dom pachnący sosnami i bukami, z zegarem odmierzającym czas w rytm bicia jej serca. Z kominkiem pełnym radosnego gwaru iskier. Z kubkiem cynamonowej herbaty. Ze ścianami malowanymi szczęściem.
Wydawało się, że to, czego szukała ma już swój określony adres, okna, dach i tabliczkę w kolorze jej imienia nad drzwiami.
I nagle mewi krzyk tuż nad głową szeroko rozwarł przymknięte powieki duszy, zbudził tęsknotę za nieokreślonym, dotknął twarzy chłodnym, ulotnym tchnieniem. Zaszumiało. I zrozumiała: „Tam, gdzie będzie serce twoje, będzie i twój skarb” (…)

Pamiętasz? Było kiedyś morze
szkliste w falistych linii łukach,
morze, którego cieni można
w obrazach szklanych dni poszukać…
Morze czasami wzbierające
roznosem huku na poszumach,
szelestem w dali zamykanym
na stoodległych morskich tumach.
Morze płaczące świstem deszczu
I perłopławiem pianorodne,
dalekie, ciche, smutne głębią
jak moje oczy twoich głodne.
Morze przebite nocą w gwiazdy
powraca czasem cicho, jaśnie,
morze potęgi i miłości,
które w twych oczach cicho gaśnie.
/K.K Baczyński, Morze wracające/

Podobne wpisy